Aktualności/nubo

Zespół deficytu natury, czyli czego brakuje dzieciom w dzisiejszych czasach

W dzisiejszym zabieganym świecie dzieci spędzają wolny czas przed ekranami komputerów czy telewizorów. Prowadzimy szybki tryb życia, w którym brakuje czasu na kontakt z naturą. Ten sam tryb życia fundujemy najmłodszym pokoleniom. Czy zastanawialiście się kiedyś nad rolą przyrody w naszym życiu? Jakie są skutki odcięcia się od niej? Czym to grozi w funkcjonowaniu obecnym i w przyszłości naszych dzieci?

Jaką funkcję pełni natura w rozwoju dziecka?

Rytmy przyrody są w naszym wnętrzu – we wnętrzu każdego człowieka niezależnie od wieku. Pochodzimy z przyrody, a nasze bycie na tym świecie jest mocno zależne od niej. Dzieci bawiące się w naturze mają możliwość nieustannego przekonywania się, że nie są bezradne i zależne w całości od dorosłych.

Dzieci lubią wspinać się na drzewa i dzięki doskonaleniu tej umiejętności mają lepszą koordynację ruchową oraz umiejętności koncentracji i skupienia. Można także zaobserwować u nich zmniejszoną impulsywność zachowań. Tak właśnie kojąco wpływają zazielenione tereny oraz przebywanie w naturze.

Przyroda jest cudownym placem zabaw. Jej niezliczona różnorodność faktur, żyjących stworzeń, zapachów i roślin stanowi sprzyjające środowisko do globalnego rozwoju dziecka. Mały człowiek może tu podejmować ryzyko, w zachwycie zdobywać wiedzę, a także pielęgnować sprawczość oraz niezależność od wszechobecnych dorosłych. Odkrywać świat we własnym tempie. U dzieci, które bawią się na dworze, w otoczeniu roślinności, można zauważyć zmianę w poziomie stresu oraz ich hiperaktywności. 

Osiedlowy plac zabaw, czyli sztuczna, zbyt idealna przestrzeń

Jak już zostało wspomniane, natura oferuje dzieciom wyjątkowe place zabaw. Te miejskie nie do końca spełniają rolę miejsca, w którym dziecko doświadcza świata w sposób prawdziwy. Miejski plac zabaw to przecież sztucznie wydzielona przestrzeń przez człowieka. Często nawierzchnie placów zabaw są gumowe i równe. Wszystko w celu ochrony zdrowia dziecka. Takie nawierzchnie najlepiej amortyzują upadek. Jednak w dziecku, które jest z każdej strony chronione, może rosnąć przekonanie o braku zagrożeń w świecie, zbyt wielka pewność swoich umiejętności (np. wspinaczek). Wiąże się ona bezpośrednio z przecenianiem swojej sprawności i wypadkiem w miejscu, które nie będzie wyłożone gumą czy pianką. Mając na pierwszym planie bezpieczeństwo dzieci, odebraliśmy im wolność, kontrolę działania, szacowanie ryzyka. Tłumimy naturalne instynkty dziecka oraz zabieramy możliwość doświadczania życia. Antypoślizgowe buty, skarpetki na gumowym placu zabaw bez roślin, z oczyszczonym piaseczkiem bez żyjących w nim mrówek czy innych żywych stworzeń, są niekorzystną ingerencją nadopiekuńczego dorosłego XXI wieku. 

Dlaczego dzieci mają niedobór natury?

Współczesne dzieci mają znikomy kontakt z naturą, ich kontakt z przyrodą jest bardzo mocno ograniczony w porównaniu z poprzednimi pokoleniami. Pierwszą sprawą jest obecna infrastruktura miejska – nie wystarczy wyjść z domu, aby zanurzyć się w naturze. Takie przedsięwzięcie trzeba zaplanować i poszukać odpowiedniego, nienaruszonego przez człowieka terenu. Wspomniane zostało, że place zabaw są sztucznym i nienaturalnym tworem. Niezaprzeczalnie dzieci mają możliwość na nich usprawniania motoryki dużej, ale w warunkach bardzo restrykcyjnych i zorganizowanych przez dorosłego. Na placu zabaw nie ma raczej drzew ani wielu roślin. Gdy rozejrzymy się po osiedlach, coraz częściej możemy zobaczyć skwery, trawy – ogrodzone, z zakazem wstępu. „Nie deptać”, „Nie dotykać” „Nie wspinać się”… Rośliny na osiedlach oraz zielone trawiaste przestrzenie pełnią głównie funkcję estetyczną. W mieście drzewa są wycinane, wylewany jest beton. Słyszalny jest także wszechobecny hałas. Dzieci nie mają na wyciągnięcie ręki zielonego, kojącego i wyciszającego miejsca, które bez ograniczeń mogą eksplorować wielozmysłowo.

My – dorośli – musimy im pomóc, organizując wycieczkę do lasu, na pole, nad jezioro, na łąkę. To zależy od nas!

Czym jest zespół deficytu i jak się objawia?

To zjawisko nazwane przez Richarda Louva. Opisuje ten termin jako fenomen, którego nazwa nie dotyczy dolegliwości medycznej – a raczej koszt, jaki ponosi społeczeństwo za zmniejszenie czy nawet odwrócenie się i odrzucenie życia otoczonego przyroda. Deficyt, czyli niedobór, w tym przypadku natury, jest możliwy do wykrycia oraz odwrócenia nie tylko w skali jednostki, ale całej kultury. Należy jednak zauważyć jego wystąpienie i zastosować odpowiednie kroki, które zminimalizują go lub zniwelują. Kroki rozumiane i dosłownie – czasem wystarczy parę kroków, by znaleźć się wśród kwiatów, drzew, usłyszeć śpiew ptaków. Deficyt natury objawia się w postaci stresu, przemęczenia, którego przyczynę trudno nam znaleźć – przecież dziecko ma odpowiednią ilość snu i może zregenerować się podczas oglądania bajki, a jednak nie o taki rodzaj regeneracji tu chodzi. Kolejnymi objawami deficytu natury może być rozkojarzenie i trudności w skupieniu uwagi, a także, idąc dalej, depresja (u dzieci też!) oraz zaburzenia psychiczne. Warto tu też wspomnieć o otyłości, która ma związek między innymi z siedzącym trybem życia (telewizja, smartfon, niezdrowa żywność) i może być również jednym z objawów zespołu deficytu natury. 

Działania profilaktyczne

Rehabilitacja czy przygotowana sala pełna sprzętów nie zdadzą tu egzaminu. Nie trzeba tu skierowania, nie trzeba recepty. W zaleceniach, aby deficyt zamienić w równowagę, należy uwzględnić wychodzenie na spacery, spędzanie czasu w otoczeniu drzew, roślin. Wiemy o przyrodzie więcej niż poprzednie pokolenia. A jednak wiedza to nie wszystko. Aby wcielić wiedzę w życie, należy czuć głęboką więź z naturą, która buduje się poprzez zanurzenie w niej. Zaprośmy więc do niej dzieci, idąc do lasu, na łąkę, nad staw, nad jezioro. To niezawodny sposób, by nauczać dzieci w ten sposób, poprzez aktywne działanie, szacunku dla życia, przynależności, odpowiedzialności. Wyjdźmy z mieszkań dalej niż pod blok! Chociaż i to stanowi początek wielkich przygód i odkryć. Wspierajmy harmonijny rozwój dzieci oraz bądźmy aktywnymi przewodnikami w zmniejszaniu deficytu uwagi oraz psychoruchowej nadpobudliwości. Przebywajmy w miejscach, gdzie gospodarzem jest dzika przyroda, nierówna powierzchnia, żuki oraz dżdżownice. Bądźmy też autentycznym przykładem. Sami ruszajmy na wyprawy dalej niż do pobliskiego parku. Wzbudzajmy u siebie ciekawość i otwartość na naturę, a dzieci jako uważni obserwatorzy… będą kroczyć przy nas. Zachęcam was do zaplanowania weekendów wakacyjnych (i nie tylko) w domku w lesie, do poszukiwania w okolicy bardziej dzikich placów zabaw, do wycieczek rowerowych i pikników na polanach czy łąkach.

Źródło: https://dziecisawazne.pl/